poniedziałek, 25 kwietnia 2016

XX

FINAŁ


`Pocałunek prawdziwej miłości zdolny jest odczynić każdą klątwę. Zaś pocałunek fałszywej miłości może na trwałe ją zapieczętować.


Szkaradne macki cienia gorące niczym oddech wulkanu pokryły jego oczy, zalewając je krwią tak ciemną, iż noc przy niej jaśniała. Ten sam cień spowijał ciało warstwą jedwabistego zwoju, pomniejszał je i odrywał od siatki nerwów. Chase przestawał cokolwiek czuć, doznając wrażenie, że jego ciało odrywa się od duszy, że staje się zewnętrzną powłoką, zamiast częścią jego samego. Pozostała świadomość i dusza tonęły okrutnie w licznych jak chwasty cieniach, jakich nie mógł odegnać, a jakie nabierały tylko na potędze przez bolesne wspomnienie. Pocałowała go…
Były jak niechciana szarańcza na polu ryżowym, zwiastująca sobą przekleństwo. Przemieniony w jaszczura biegł nie wiedząc nawet dokąd. To już Bestia nim kierowała, uciekała jak najdalej od skupiska bólu, acz ten ból  ją przywołał i grzebał ostatnie namiastki człowieczeństwa. Chase miał wrażenie, że skóra się od niego separuje wraz z mięśniami, że wszystko mu ucieka, zwłaszcza widok przed oczami, który pomniejszał się w zawrotnym tempie i gasł niczym woskowa świeca dobijana przez ogień. Próbował z tym walczyć ostatkiem sił, lecz brakło mu skuteczności, bowiem wszystkie jego myśli wirowały wokół tego, czego pewna osoba dopuściła się z drugą. Pocałowała!
Wyobrażenie zarysu kobiecych ust muskające usta wroga paliło go jak rozżarzony pręt. Ta subtelność pocałunku przelewająca się w tym obrazie odbierała mu oddech. Zatracał się coraz szybciej. Oddalał się od widoczności, od promyka jasności, a w uszach grzmiał mu tylko jaszczurczy ryk. Powoli również i myśli zmieniały swój obieg, nabierały na prymitywności, na zwierzęcości, szepcząc w kółko te same hasła: znaleźć, zabić, pożreć. A on nie mógł zrobić nic, ani przestać biec ani zmienić kierunek. Nad niczym nie miał władzy, bo to ciało, ta powłoka, która się od niego oderwała, dłużej do niego nie należała. Agonia została przypieczętowana wraz z jego przeznaczeniem. Już nie powróci, to był koniec. Skumulował więc ostatnią siłę w sobie, by przeznaczyć na ostatni wewnętrzny krzyk. Pocałowała go!!!
Potem nastała  tylko ciemność nieprzenikniona jak najgłębsze włości jego pałacu, w których nie widział, nie słyszał i nie czuł. W tej nicości mógł odnaleźć skrawek ulgi i spokoju. Jego dusza i świadomość poszły w niej spać.



Delikatna postura dziewczyny łamała się od dreszczy i kiwała nad martwym ciałem, a widok przywodził na myśl dożywotniego pacjenta ze szpitala dla psychicznie chorych. Cierpienie zadawało kłam jej urodzie, wykrzywiając twarz w tępym bólu krającym objęte winą serce, jakby ktoś z brutalnością cesarskiego kata ściągał z niej ostrym nożem całą kredową skórę.
– Rai… przepraszam.
Słowo „przepraszam” z trzy razy zabrzmiało w komnacie nutą pełną malkontenctwa i żałoby.
– Ale sam się prosiłeś…!
Pretensje wtórujące z wolą samoobrony pohukiwały równie nieprzerwanie, acz i tak, nieważne ile razy by obrzucały winą chłopaka, nie przywrócą mu życia, ani nie zmyją z Kimiko odpowiedzialności za dokonany czyn oraz przelanej krwi.
– Mówię, jak totalna wariatka… Odbiło mi!
Nie mogła zostać na miejscu zbrodni i czekać, aż pozostała dwójka przyjaciół odzyska przytomność. Kimiko rozglądała się, przestając zginać kark nad truchłem, którego nie ożywi. Odezwał się w niej nowy strach, bliźniaczy z poprzednim, lecz bardziej bolesny, bo pytający dziewczynę, czy aby nikt nie był świadkiem jej czynu. Upewniła się, że Omi i Clay są nadal nieprzytomni i odetchnęła z ulgą. Nie mogą wiedzieć, że to ona zabiła ich przyjaciela. Nie mogą. Po postu nie. Chase może, ale nie oni. Inaczej wyrzekną się jej, lub zaplanują zemstę, jakiej ona nie zniesie. Już słyszała ich krzyki i kierowane ku niej wyzwiska: „zdrajczyni”, jak gdyby spojrzenie, którym ją dotychczas darzyli – z wygrawerowanym w sobie synonimem jej osoby „ta, które sypia z jaszczurem” – nie było wystarczająco upokarzające dla mniszki z Xiaolin.
Dla mniszki, lecz czy i dla niej? Aczkolwiek wiedziała, co przyjaciele o niej sądzą wytrwale ignorowała i znosiła ich myśli, przekonana, iż nie ma co dopatrywać się zła w tym, co zrobiła. Romans jaki powstał między nią, a mężczyzną,  któremu współczuła, i u którego przede wszystkim miała dług wdzięczności, nie obrazował się jako coś złego. Chase zrobił dla niej wiele; od początku był miły, uratował z wieży, ocalił potem znów ją i jej ojca. Gdy widziała, jaki inny – czyli lepszy – jest po odstawieniu Lao Man Long, wierzyła, że na dłużej mogą zostać przyjaciółmi. Lecz potem zdradził, złamał jej nogę, przyczynił się do jej cierpienia… by następnie znów stać się miły i opiekuńczy. Coś ją do niego ciągnęło, bo uświadomiła sobie, iż dla niego w sumie wróciła, nie wierząc, by był zdolny do tego, aby ją prawdziwie skrzywdzić – zabić, jak to groził w chwili, gdy ona kruszyła mu serce. Nie powinna patrzeć na to, co ich złączyło przez pryzmat mniszki, lecz po prostu młodej kobiety. A młode kobiety jak jałówki, ciągnie do mężczyzn i skore są mu wszystko wybaczyć, zwłaszcza, jeśli to pierwsza taka miłość. Wówczas uczucia mają moc hipnozy i są w stanie przyćmić wszystko, byle obiekt westchnień ze wszystkiego usprawiedliwić.
Jednakże możliwie iż permanentnie go straciła, jako że widział jak go zdradza z człowiekiem, którego po chwili zabiła. A zabiła, bo chciała chronić życie bardziej dla niej cenne. Śmierć Raimunda była niepodważalnym dowodem na to, kogo wybrało za nią jej serce. Ukazało Japonce oblicze kobiety zdolnej poświęcić każdego, byleby ocalić tego jedynego. I nawet jeśli nie było to zgodne z kodeksem moralności Xiaolin, który i tak już w sumie nie istniał, będzie postępować dalej z wolą emocji i wiążącej ją, niespisanej przysięgi wierności wyrosłej na jednym, szczególnym uczuciu, który działając jak magnez skłaniał dziewczynę ku Bestii.
Wiedziała, co musi zrobić, musi go odnaleźć. Uważała, że wciąż ma dług do spłacenia – Chase dwa razy ją uratował, a ona jego? Bodajże raz. Lecz co zrobi potem? – nad tym wciąż gdybała. Chase się przemienił i to z najgorszego możliwego powodu, bo przeszytego bólem zdrady tej, która miała być tylko jego.
„Muszę go poszukać. Na pewno jest gdzieś niedaleko...”
Wreszcie podniosła się z klęczek, myśląc, iż pokonała w sobie rozpacz po popełnionym morderstwie. Lecz gdy stanęła na równe, obolałe nogi, zobaczyła, że cały dół ubrana ma we krwi, która wsiąkła z kałuży, w jakiej tak długo się znajdowała. Zawyła, acz prawdziwy jęk lęku miał nadejść dopiero w chwili, w której spojrzała na swoje ręce – dotychczas w pełni dziewczęce, kruche, delikatne, nigdy nie skażone tak ciężkim występkiem. Ujrzała tą samą krew, która zabarwiła jej caluteńkie dłonie, i która nie chciała zejść, a natychmiast zaczęła je wycierać o bluzkę, jaka wcale czystsza nie była. Nim się obejrzała, była cała w czerwonych, ciemnych plamach. Miała wrażenie, że jak stado pająków oblazły ją, lub jak kleszcze wszczepiły się w jej ciało, by ukraść z niej życiodajne siły, niezbędne do dalszej walki w ruinach, z których musi się wyrwać nim będzie za późno. Gotujący się w niej lament, mieszający z obłąkaniem, wzniosła za nią krzyk ku otwartemu, spoglądającemu na Japonkę niebu.
Wpadła w swoisty szał i nieprzerwanie zaczęła się otrzepywać, lecz krew nie chciała z niej zejść. Ze strachu, że swymi stęknięciami obudzi pozostałych przyjaciół i podstawi sobą przed nimi sprawę jasno, że to ona zawiniła, kiedy nie chciała być winna z żadnego powodu, wybiegła co tchu, nie patrząc nawet dokąd się kieruje.
Na szczęście Instynkt Tygrysa pokierował ją w dobrą stronę, bo skręciła ku przejściu na korytarz, jakim wcześniej uciekał od źródła bólu przemieniony książę. Biegnąc, Kimiko cudownie zaczynała się uspokajać, acz na początku ujrzała podwójnie zjawy z obliczem chłopaka, który darzył ją jakimś pokręconym uczuciem. Jej uczucia były równie pokręcone, wszystko wokół uważała za pokręcone. Była pożerana przez horror zdarzeń, jaki nie chciał się skończyć. A to wszystko za sprawą jednej fasoli, która postanowiła odebrać coś jednemu człowiekowi.
Zatrzymała się, kiedy poczuła zmęczenie. Ciężko dysząc oparła się o ścianę. Sprint okazał się dobrym pomysłem, bo gdy i ona opuściła miejsce, w którym była świadkiem zła, dusza poczęła odzyskiwać swą równowagę. Czy i Chase gdzieś się  tu błąkał, wracając do siebie? Rozejrzała się, lecz towarzyszyła Kimiko jedynie samotność.
„Chase… On musi wiedzieć, że to nie tak…
Powędrowała przed siebie chwiejnym krokiem, wciąż trzymając się blisko ściany. Nie zdejmując z niej dłoni, znaczyła mur długą wstęgą krwi i zostawiała po sobie niepotrzebny ślad. Zatrzymała się przed wysokimi, czarnymi drzwiami o smoczej ornamentyce. Wiedziała już dokąd powlekła. Miała nadzieję, że po drugiej stronie odnajdzie jaszczura, nawet jeśli spotkanie z nim wiało ryzykiem. Przymknęła na moment oczy, otarła łzy kawałkami rękawów, które były czyste, po czym pchnęła wrota, by ruszyć znów naprzód.
Zastała pustkę. Oprócz tronu i gruzowiska nie było nigdzie żywej duszy. Zbłądziła, lecz dokąd więc mógł pognać Chase? Przecież szła dobrą drogą, a nigdzie nie widziała żadnego skrętu, czy innych drzwi. Sala tronowa była jedynym miejscem, do którego oboje mogli trafić, a jednak nie znalazła kogo chciała.
Pojawił się za to ktoś inny.
– Jak się masz, laleczko?
Hannibal stanął przed nią, dzierżąc w rękach Przeobrażacz i nie tylko. Przemieniony w wysokiego, dwumetrowego wojownika w czarnej zbroi, nosił na sobie sporą ilość Sheng Gong Wu, które zwycięsko posiadł. Jedynie twarz pozostała mu taka sama – fasolowa i paskudna. Przypominał teraz potwora Mala Mala Jong, bo nosił Pięść Tebigonga, Jetbootsu, Opończe Cieni, Trzecią Ręką związaną jako pas, Trzytonową Tunikę, na szyi zawieszone miał Oko Mistrza Dashi i Monetę Modliszki, na plecach zwisał mu Ogon Węża, a w kaburach przy nogach miał Kolec Piorunów i Rubin Ramzesa. Kimiko poczuła skręt żołądka na jego widok i obnażyła zaciśnięte zęby.
Ty…! TO TY! – wrzasnęła na źródło wszelkich cierpień i krzywd. – To wszystko twoja wina. Ty wszystko zniszczyłeś. To wszystko twoja wina!!!
Hannibal obdarzył dziewczynę serdecznym uśmiechem, rozwiązując dłonie jak do uścisku.
– Uwierz mi, że bardzo bym chciał, by to wszystko było moim dziełem. Niestety największe zasługi należą się tobie, wiec pozwól, że oddam ci ukłon.
Powiedziawszy to skłonił się nisko, by jak najmocniej i z jak najwredniejszym przekazem oddać Japonce haniebny dla niej hołd. Gdy się wyprostował, w ostatniej sekundzie ominął nadlatującą kulę ognia – Kimiko spudłowała. Uniósł ręce.
– Hej, hej, nie wściekaj się tak. Jeszcze za wcześnie… Zostaw ten gniew na potem…
– Ty wszystko zniszczyłeś – nie przestała syczeć złowrogo przez zęby.
– Ja? Ależ, laleczko, to ty przyłożyłaś największą rękę do tego, co się stało. To ty w decydującym momencie, wtedy, kiedy była ostatnia szansa, odciągnęłaś go od wypicia Lao Man Long. Bardzo mi tym pomogłaś, jak i potem tym romansem, który wyszedł z twojej koncepcji. Jesteś naprawdę genialna. W tak krótkim czasie sprawiłaś, że Chase zdziczał, że jestem pod wrażeniem. Teraz też doprowadziłaś do tego, że się przemienił  i raczej już nigdy wróci. Wiesz, mógłbym cię wziąć na swoją wspólniczkę. Zawsze mi powtarzano, że to kobieta jest źródłem całego zła i teraz prawdziwie się o tym przekonałem. Ach, gdybym wcześniej wpadł na plan, żeby wykorzystać pomysł z romansem… Już dawno nakierowałbym cię na niego i pozbyłbym się gada.
W umyśle Kimiko pobrzmiał dogmat, iż nie kłamstwo, a prawda nas boli, tak więc kiedy przechodzimy przez ostre męczarnie, jak gdyby ktoś nadziewał nas na parzące ostrza, oznacza to, iż mierzy się właśnie z prawdą. Spróbowała zignorować treść słów durnej fasoli, acz nie było łatwo.
– Gdzie on jest? – spytała.
Spokojnie. Pozwolę ptaszkom wrócić do siebie. W końcu uczucia, zwłaszcza te zahaczające o miłość, to najlepsza broń, która zostawia najboleśniejsze rany.
Zacierał zuchwale oraz nikczemnie ręce i Kimiko nie wytrzymała; po raz kolejny dała się ponieść wykiełkowanej w niej złości. Jej dłonie zapaliły się i przeistoczyły w dwie płonące maczugi; działka, które zaczęły strzelać w wroga salwą pocisków.  Hannibal użył Ogonu Węża i stał nieuchwytny niczym powietrze, któremu Japonka nie mogła nic zrobić.
– Ależ masz temperament! – zawołał. Miał zamiar trochę się zabawić i prowokować dziewczynę, bo choć chciał, by te uczucia zostawiła na potem, i tak nie przestawał kontrolować sytuacji. Realizował swój plan życia. – Złość aż cieknie łzami z twoich oczu. Nienawiść przepala ci duszę. O tak, właśnie tak. Pokaż, jaka jesteś zła!
– Nie jestem zła! – ryknęła zawistnie, wyrzucając z siebie jeszcze potężniejszy ogień, który z wysokością wielkiej fali pognał po podłodze  do uzbrojonego strąka.
– Nie? A czyja to krew na tobie, bo raczej nie twoja? Chase byłby dumny. Szkoda, że już trochę za późno na staranie się o względy…!
Ponownie salę rozdarł krzyk złości. Nie zastanawiała się co czyni, zwyczajnie  płynęła z rozwichrzonymi emocjami. Ogień Kimiko przybrał na szkarłacie; wyglądał niczym wyciągnięta z wulkanu lawa i z taką samą moc w sobie dzierżył, a jedna poruszał się z szybkością sztormu i giętki był jak płomień latarni. Ku Hannibalowi posyłała największe z największych kul, jakie dotąd w swym życiu utworzyła, jednak żadna nie zdołała go trafić, a to wszystko przez przywłaszczone przezeń Sheng Gong Wu. Nie przestawał obrzydliwie rechotać, tylko mocniej tym Japonkę irytując.
– Tak bardzo się burzysz i jesteś taka nieświadoma niczego! Powiedz, kruszynko, brzuch cię może nie boli? Tylko nie próbuj mi wymiotować, kiedy wpadniesz już sama na to, co w tobie siedzi.
Przerwała atak, marszcząc brwi. O co chodzi mu tym razem? Nic w niej siedzi poza nieposkromioną nienawiścią do tej jednej fasoli.
– No? – ciągnął Hannibal. – Żarówka się pali, czy nie?
Nie zdejmowała z niego podejrzliwego wzroku. Jej dłonie nadal płonęły, by od razu atakować, gdyby słowa kierujące ją do kontemplacji okazały się tylko zagrywką, mającą odwrócić jej uwagę.
– Jak myślisz, skąd te mdłości? – pytał, pomagając odgadnąć odpowiedź; domyśleć się pułapki, w jaką wpadła. – Skąd ta energia? Skąd ten wielki gniew?
Stała nieruchomo, nadal myśląc. Płomień zgasł w pewnym momencie i opuściła dłonie. Wiodła oczami to po ziemi, przeszukując przywoływane przez umysł wspomnienia, by dopatrzeć się w nich prawdy, to na Hannibala, próbując dojść, gdzie mógł maczać swe brudne palce. Odnotowała ostatnie dzieje i wreszcie palnęła łamliwym głosem:
– Jestem… w ciąży…?
Hannibal westchnął ciężko.
– Nie, głupia, nie jesteś w ciąży. Ale to też dobry pomysł, zapiszę go sobie, może kiedyś wykorzystam. – Ponownie wdał się w śmiech, przywołując u Kimiko gniew. – W ciąży nie jesteś i nigdy nie będziesz – dodał. – Zadbałem o to.
Z zaciśniętymi pięściami obrzuciła go spojrzeniem, jakim damie patrzeć nie wypada. W błękitnych oczach znów czaiło się obłąkanie, aż nagle jeszcze jedno ze wspomnień o sobie przypomniało. Wówczas struchlała i opadły z niej wszelkie motywacje do walki.
– Fiolka… Ty byłeś Clayem.
Po czym natychmiast odwróciła się, zgięła w pasie i myśląc o najokropniejszych obrzydliwościach, wsadziła do ust dwa palce.
– O nie, na pewno nie dam ci się tego pozbyć! – zawołał Hannibal i ruszył do przodu.
Wykorzystał moment jej nieuwagi – moment, w którym rozpacz pchnęła ją do ratowania skóry i jak najprędszego pozbycia się trucizny. Powalił Kimiko własnym ciężarem, zwiększonym kilkukrotnie przez zbroję z dzieł zaginionego mistrza Dashi. Gdy leżała, bezlitośnie stanął na jej dłonie, by nie była zdolna się bronić. Zawyła z bólu.
– Krzycz! Zawołaj go! – rozkazał, depcząc stalowymi butami palce dziewczyny i gasząc jej ogień. Doprowadził ją do płaczu.
Najgłośniejszy z krzyków i najtreściwszy w cierpieniu rozdarł komnatę, wirując po niej i echem dzwoniąc po ścianach. Przebił się na zewnątrz, na dalsze części pałacu i chociaż zgasł za którymś rogiem, zdołał dotrzeć do żądanego odbiorcy. Odpowiedział mu gardłowy, przeciągły ryk, który przyniósł ze sobą strach i ekscytację. Sala tronowa pogrążyła się w bezdennej ciszy, jakby czekając na kolejny ryk zbliżającej się Bestii, który zaraz nadszedł. Drugi odgłos był już krótszy lecz mocniejszy, świadczył, że jaszczur jest blisko.
Hannibal spojrzał na Kimiko, która rozglądała się dookoła, wciąż leżąc na ziemi. Zastanawiała się z której strony Bestia wyskoczy. By mu nie przeszkadzała w realizacji dalszego planu, poraził ją Kolcem Piorunów, a wstrząsy raz jeszcze zmusiły ją do krzyku, a następnie wyrwały ze świadomości. Kiedy straciła przytomność, zewsząd dobiegł fasolę warkot przypominający silnik nowoczesnej maszyny zmieszany z pogwarami lwa. Na wszelki wypadek odsunął się od ciała dziewczyny. Rozejrzał się. Popatrzył na drzwi i wyrwę w ścianie po lewej i po swojej prawej stronie. Nie był w stanie przewidzieć, gdzie zaraz ujrzy pysk jaszczura.
Nagle usłyszał nad sobą szelest brzmiący jak zdzieranie pazurami głazu. Zobaczył go zmierzającego ku niemu przez otwór w suficie. Schodził ostrożnie po skalnych występach, wbijając kły w odpowiednie szczeliny. Złote oczy jaszczura kipiały od wściekłości i z głodu. Z pyska wyrywał się co chwila sykliwe szczęknięcia jak u zdenerwowanego wilka. Jaszczur spadł na stos kamieni, z niego zeskoczył na kolejny, położony niżej, aż wreszcie stanął na podłodze. Niczym typowy samiec stający do walki o to, co jego, dostrzegając, jak Hannibal urósł w swej zbroi, podniósł się na dwie łapy, naprężając pokryte twardą łuską mięśnie. Ryknął znów.
– Patrz, co dla ciebie mam. – Hannibal wyjął z ukrytego schowka obrożę z czarnego kamienia wysadzaną jadeitowymi kamieniami. – Ładna? Będzie ci w niej do twarzy.
Wkurzył oponenta, bo ruszył na niego, nie zważając na nic. Gdy jaszczur do niego dotarł, uderzył go biały jak górzysty śnieg błysk, a po nim poczuł się jakby był duszony przez lawinę.



Kimiko ocknęła się w ciemnościach bezdennych jak woda w studni. Pierwsza jej myśl zapytywała o czas; ile go upłynęło, jak długo była nieprzytomna? Potem zapytała siebie samą co do miejsca, w którym się znajduje. Czy nadal jest w pałacu, a jeśli tak, to co się stało z Chase’em? Dopiero na końcu uzmysłowiła sobie, iż coś ciężkiego obciąża jej szyję, zadając ból swym nieznośnym ciężarem. Było zbyt ciemno wokół, by czegokolwiek się domyślać i próbować zrozumieć.
Przywołała żywioł ognia, aby rozświetlić pomieszczenie. Jak tylko zabłysło światło na jej dłoniach, dostrzegła latarnie rozpościerające się przed nią kręgiem. Machnęła ręką i ogniki powędrowały w górę, by spocząć na pochodniach. W sali nastała jasność. Okazało się wówczas, że Kimiko z obrożą na szyi, do której doczepiony był łańcuch, wiążący ją ze ścianą, znajduje się na wielkiej arenie, z trybunami ciągnącymi się ku popękanemu sufitowi. To była jedna z części rekreacyjnych pałacu; miejsce robiące za Koloseum i dostarczające niegdyś księciu niebywałej rozrywki. Arena całkiem nieźle zniosła wybuch; ocalała do takiego stanu, by wciąż była dobra do użytku. Hannibal postanowił ją wykorzystać.
Wnet rozległo się klaskanie. Kimiko zwróciła się ku trybunom, dokładnie ku miejscu z tronem zarezerwowanemu dla księcia, na którym górował Hannibal.
– Czekałem, aż oświetlisz mi scenę. Ja sam nie chciałem psuć ci niespodzianki..
Kimiko zignorowała jego słowa i spróbowała zerwać się z łańcucha. Nic z tego. Rozejrzała się wokół. Wówczas naprzeciw siebie zobaczyła jaszczura, osłoniętego lekkim mrokiem przebijanym przez świetlne szpony.
Cofnęła się instynktownie do tyłu. Usłyszała śmiech Hannibala, który zbudził Bestię. Jaszczur drgnął, po czym z wolna zaczął się podnosić. Kiedy podniósł łeb, w pierwszej kolejności ujrzał Kimiko. Na jej widok zwęził źrenice i zaryczał wściekle. Gdyby nie łańcuch, na którym również był uwięziony, ruszyłby na dziewczynę i rozszarpałby ją na kawałki.
– Obudził się! – zawiadomił Hannibal. – Raczej nie cieszy się na twój widok. Na twoim miejscu, Kimiko, próbowałbym się jednak uwolnić, nim jaszczurka zerwie się ze smyczy.
Następnie rozsiadł się wygodniej w siedzeniu, by jak najlepiej delektować się przedstawieniem. Rozrywka w godzinie triumfu zawsze pysznie smakuje.
Jaszczur ryczał na dziewczynę, jasno oświadczając, że ma wobec niej złe zamiary. Szarpał się z łańcuchem i próbował brnąć do przodu. Kimiko słyszała pisk łańcucha walczącego z oporem i starającego się nie pęknąć. Postanowiła wystąpić, dać parę kroków ku niemu, podnosząc pokojowo dłonie. Przygotowywała się na tego typu zdarzenie; przyszła kolej na ostatnią próbę dogadania się.
– Chase… spokojnie…
Przerwał jej kolejny ryk.
– Proszę, uspokój się. To nie jesteś ty.  Spokojnie…
W oczach Hannibala ta scena wyglądała żałośnie, lecz nie przerywał jej. Tym lepiej, że  Japonk do potwora podchodzi.
Znów zaryczał. Kimiko zatrzymała się, czując strach. Zadrżała, kiedy znalazła  się tak blisko Bestii, że dzieliły ich dwa metry.  Szpony próbowały pochwycić Japonkę, zrobić jej krzywdę. Cofnęła się o krok. Jaszczur nie przestawał wierzgać. Spojrzała więc na punkt zaczepienia łańcucha o ścianę; dostrzegła, że kajdany zaraz zostaną wyrwane wraz z kawałkiem muru. Kimiko przyłożyła dłoń do ust. W oczach jaszczura widziała jedynie szał i nienawiść. Nie było w nich choćby cienia Chase’a, choćby cienia ciepła, które kiedyś potrafiła w jego oczach zobaczyć. Zapłakała. To nie był on. Chase’a już nie było.
Zaczęła się oddalać, powoli i roztropnie. Z każdym jej kolejnym krokiem w tył Bestia głośniej świadczyła o swoim zdenerwowaniu. Gdy znalazła się już bardzo daleko, coś się z jaszczurem poczęło dziać.  Uspokajał się i tak jakby stękał. Bolał go dystans ich dzielący. Płakał jak zwierz, skrzywdzony, bo nie może dostać ulubionego smakołyku. Przestał wierzgać w jednej chwili. Wył do Kimiko błagając, by  wróciła, by do niego podeszła. Mylił jej rozsądek, bezdusznie zwodził. Chodził w tą i z powrotem, plątał się w miejscu, sztywno stawiając twarde, wielkie łapy. Nie spuszczał ślepi z Japonki, nie przestawał błagać jej wzruszającymi stęknięciami, jak gdyby odnosił co rusz cielesne rany, by doń wróciła.
Kimiko zabolał w piersi ten widok. Odnajdując nową nadzieję, że jednak gdzieś pod tą powłoką Bestii wciąż jest mężczyzna, odważyła się podejść. Wyciągnęła do niego rękę, czule się uśmiechając. Ryzykowała, zbliżając się. W końcu znalazła się tak blisko Bestii, że w każdej chwili mógł jej tę rękę odgryźć. Trwał jednak w miejscu i dał się nawet pogłaskać. Nie wydawał dłużej z siebie żadnego dźwięku, chcąc jeszcze bardziej Japonkę oszukać. Coś do niego szeptała, ale nie rozumiał jej słów.
Nagle obrócił się, niby chcąc odejść od niej. Kimiko natychmiast poszła za nim, a wtedy znienacka zaatakował ją ogon jaszczura.
Uderzył Kimiko, a ona poleciała, jakby oberwała żelaznym łomem z niewypowiedzianą furią. Upadła, odrzuca do tyłu z falą uderzenia. Na samym końcu, nim zamknęła oczy, ujrzała wirujący sufit, spadający prosto na nią  z zabójczą prędkością. Bestia doskoczyła do niej, a nachylając się otworzyła szeroko paszcze. Hannibal wstrzymał oddech, podnosząc się aż z tronu. Chciał, by coś jeszcze wydarzyło się przed tym finalnym końcem, ale ostatecznie wzruszył ramionami – taki koniec też nie jest zły.
Aż nagle coś jeszcze się jednak wydarzyło. Bestia zawahała się przed odgryzieniem Kimiko głowy. Zamknęła pysk i zaczęła ją obwąchiwać. Po chwili zawyła jakby z ukłucia i zgięła się. Jaszczura zaatakowały silne konwulsje. Odsunął się od dziewczyny i zaczął machać łbem na boki, niby chcąc wyrzucić z siebie ból.
– Nie pomyliłem się! – zawołał Hannibal.
Po niedługim czasie na miejscu Bestii pojawił się Chase. Wrócił jakimś cudem, nie rozumiejąc czemu. Myślał, że to koniec i teraz czuł się jakby obudził się z długiej śpiączki. Powoli dochodził do siebie, jednocześnie ogarniając, gdzie się znajduje. Ściągnął z siebie obrożę z łańcuchem, która teraz była na niego za duża, po czym spojrzał na leżącą przy nim Kimiko. Wziął ją w objęcia.
To było dziwne. Ten zapach pochodzący od niej był dziwny, acz przyjemny w smaku. Natychmiast odczuł pragnienie w gardle i głód w żołądku.
– Czyli eksperyment się powiódł, to dobrze, zapiszę to sobie – głos Hannibala wyrwał go z zamyślenia.
Spojrzał na niego, nic nie rozumiejąc, co się wydarzyło i co go otacza. Dlaczego Kimiko pod nim leży i dlaczego ma ochotę się o nią martwić i pożreć jednocześnie w całości, chrupiąc przy tym jej chudziutkie kości jak ciasteczka.
– Zdziwiony? – Hannibal pędził mu już z wyjaśnieniami. – Ja też byłem, kiedy dowiedziałem, że między waszą dwójką coś iskrzy. Serio, nie spodziewałbym się. Po tobie jeszcze tak, bo zawsze byłeś pies na baby, ale ona? I że to jeszcze poleciała na ciebie? Fatalny gust. No ale dobra, po zaskoczeniu, które jakoś przełknąłem postanowiłem zobaczyć, co z tego wyniknie. Dostarczyliście mi pierwszorzędnej frajdy.
Chase ogarniając przesłanie jego słów ruszył do przodu, ale zatrzymał się w połowie, bo postać Japonki wciąż go do siebie przyciągała. O co chodzi…?
– I wiesz co, przekonałem się, że baby to najlepsza broń. I uczucia, jakie potrafią wydobyć z nawet najgorszych łotrów. Kobiety to dar. Ach, gdy wspominam, jak dla siebie traciliście głowy… Wam obojgu odbiło! Ty zacząłeś się zmieniać, ona zabijać kumpli!
Chase zmarszczył brwi. Ponownie nic nie rozumiejąc, spojrzał na Kimiko; wciąż leżała bez ducha.
– Naprawdę nie doceniłeś jej wierności. Wyobraź sobie, że ze strachu o ciebie zabiła Raimunda. Nieźle, nie? – Zatarł ręce, widząc, że wojownik klęka przy dziewczynie. – Już zaczynasz ją z powrotem lubić? To dobrze, o to mi chodzi. Potrzebne mi żebyś ją dalej lubił, kochał, czy cokolwiek.
– Po co? Przejdź do rzeczy, fasolo!
Hannibal wstał ze swojego tronu i podszedł do balustrady balkonu. Chase w tym czasie nachylił się znów nad Kimiko. Jej zapach był inny, przerażał go.
– Będę przeciągać ten moment twojego upadku tyle, ile będzie mi się podobać – zarechotał, po czym zawołał wojownika: – Chase Young, znaj moją łaskę, moje miłosierdzie. O to podarowuje ci Lao Man Long, której tak straszliwie ci brakuje. Znajduje się w żołądku tej dziewczyny.
Usłyszawszy to otworzył szeroko oczy, a serce ścisnął mu boleśnie lód. Już rozumiał, skąd ten apetyt, skąd ten powrót do normalności pod wpływem samego zapachu. Hannibal widząc jego reakcje wpadł w jeszcze większy rechot.
– Przyrządzona z dedykacją dla ciebie – kontynuował. – Lao Man Long to mój przepis, więc pozwoliłem go sobie trochę zmodyfikować. Zupa po przełknięciu blokuje na jakiś czas pracę organizmu i nie może zostać przetrawiona i tym samym wejść w reakcje z ciałem, by je przemienić, aż do pewnego czasu. To powoduje mdłości, chaos w emocjach. Ale ten czas jej się właśnie kończy. Za chwilę, może mniej, organizm zacznie zupę trawić a wtedy ona stanie się twoją rywalką w polowaniu na smoki, których, ups… raczej już nie ma. Ach, zło… jest takie chamskie!
– Coś ty zrobił… – Chase szepnął prawie niesłyszalnie, kręcąc głową. Kimiko leżała tak niewinnie. Po chwili zwrócił się do Hannibala: – Ona nie zasługuje na takie życie!
Dramatycznie pogłaskał ją po policzku. W istocie stała się trucizną, której pragnął, acz była zabójcza dla jego duszy. Jej zapach nie był dłużej miły, a przyprawiał  o wrażenie, jakby wdychał kwas. Jej ciało nie było dłużej potulne; dotykiem go parzył. Patrzenie na jej twarz nie koiło już nerwów, zaś zadawało tępy ból; jej przymknięte niczym martwe oczy cięły mu serce. Nagle zapragnął cofnąć czas nie po to, by ocalić siebie od niechcianych wydarzeń, lecz by odwołać wszystkie czyny, którymi wciągnął ją w to wszystko. Którymi sprawił, że się zbliżyli. Gdyby nigdy nic między nimi nie zaistniało, byłaby pewnie teraz daleko stąd, bezpieczna, bo niezwiązana z nim. Słowo „przepraszam” cisnęło mu się na wargi. Chciał przepraszać za wszystkie zadane jej jak namiastki mającej się w przyszłości zrealizować klątwy. Zapragnął przepraszać za każdy pocałunek. Przepraszał, obiecując zarazem, że gdyby dano im szansę, byłby dla niej lepszy.
Dlaczego miała podzielać jego cierpienia, kiedy była tak dlań niewinna? Jakimi prawami rządzi się ten świat, że każe dusze, na których komuś zależy?
– Wiem, jak bardzo boli cię twoje ciało od znoszenia tych katuszy. – Hannibal ponownie przemówił tonem zemsty. – Lao Man Long to najgorszy ze wszystkich nałogów. Żaden palacz, czy alkoholik nie zrozumie twojego bólu. Musisz okropnie się czuć…
– Ja już nic nie czuje! – wydarł się niemalże rozpaczliwie.
W celach obronnych odłączał się od czucia, by przypomnieć sobie wspaniałość spokoju i harmonii ducha. Nie chciał czuć bólu rozsadzającego mu pierś i zgniatającego kończyny, oraz zmuszającego do przemiany, ani zapachu Lao Man Long pochodzącego od Kimiko, ani rozpadu serca od uczuć względem niej. Jak bardzo się jednak starał, w ogóle mu to nie wychodziło.
– Mogę się tyko domyślać. Teraz wróciłeś cudem do swojej postaci, lecz na jak długo? Kolejna przemiana będzie permanentna i pożegnasz się ze światem. Chyba, że zdecydujesz się rozerwać jej brzuch i wypić z niego ukochaną zupę… Na dżentelmena niestety nie wyjdziesz. Ach, zaraz, ty i tak ich nie lubisz.
Był zrozpaczony, nie wiedział co robić. Klęcząc nadal na podłodze, przytulił Kimiko mocniej i zetknął się z nią czołem. I choć narażał się na większe tortury, bo zapach Lao Man Long umieszczonej w jej brzuchu stawał się intensywniejszy, odnajdywał przyjemność w dotyku z nią, bo znów była blisko. A on tęsknił za nią. Za ściskaniem jej i przekonywaniem się, że to nigdy nie był sen; faktycznie dożył tych słodki dni, w których byli dla siebie. Nie powinien był jej pozwolić odejść. Powinien ją docenić i wykorzystać jako motywację do zmiany na lepsze. Nie myślał, zaślepiony pychą i nienawiścią do wszystkiego, za co w końcu musiał zapłacić. Jakże był głupi i ślepy…!
– I teraz następuję moment, który potwierdzi moje wcześniejsze słowa. Jeśli jesteś Chase Youngiem, zabijesz dziewczynę i wypijesz eliksir, by wrócić do normalności. W przeciwnym razie okażesz się Bestią, która nie chce wrócić pod jarzmo ludzkiej postaci, pragnie pozostać wolną, więc pozwoli jej się przemienić, by i ona wiodła ten pieski żywot. A oboje wiemy, że to dla niej gorsze od śmierci. Ona nie jest tak wytrzymała i nie zniesie tych cierpień, jak ty. Wybieraj więc kim chcesz być. Tak czy inaczej jesteś potworem.

12 komentarzy:

  1. Pytam po raz drugi: gdzie happy end? No? Tłumacz się, bo ja się nie zgadzam, wnoszę sprzeciw i apelację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie rzeczy zapraszam na epilog... o ile będzie happy. xd

      Usuń
  2. A więc Kimiko zabiła Raimunda tylko dlatego, że nosiła w sobie Lao Man Long. Miałam rację, mówiąc, że nigdy by tego nie zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieją morderstwa w afekcie. Jest też tak, że ktoś kogoś zabije w wyniku przypadku i to się właśnie stało w poprzednim rozdziale. Hanni sam mówił, że ta Laośka w brzuchu ma jakby opóźnione działanie. Aha, no i tak de facto Kimi nie zachowywała się ani wrednie, ani okrutnie, co by ją kwalifikowało do Heylinu. Teoria ssie. :D

      ~ Niezalogowana Raylie

      Usuń
    2. Kimiko za bardzo lubi Raimunda. Powstrzymałaby się. Ta walka w tamtym rozdziale była nie dobra.

      Usuń
    3. Ale to wciąż był wypadek, a wypadki się zdarzają. Wypadek podyktowany afektem, emocjami. Zresztą dla wielu miłość liczy się bardziej niż przyjaźń.

      Sis, lepiej Ty wyjaśnij, o co Ci chodziło. xD

      Usuń
    4. Ja powiem krotko: Kimi go zabiła, bo 1. Tak jak mowi Raylie 2. Raimundo ja wkurzał od dluzdzego czasu 3. Nir chciała żeby zranił Chase'a 4. Jesten autorką, takie opko, uszanuj.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Przecież chamiko jest tutaj cały czas :x

      Usuń
  4. Przeczytałam. Ogólnie... fajne, ale trochę straszne.
    Jeżeli Chase rozpruje Kimiko brzuch to chyba nie zmrużę oka bo będę bała się koszmarów. Rozumiem, że dramaty w ukochanych paringach są fajne, ale na takie rzeczy nie mam psychiki. Płakałam na zmierzchu, to chyba wyjaśni wszystko. Myśl co robisz, pisząc epilog. Jeżeli będzie miał tragiczne zakończenie (na jakie nie głosowałam) możesz spodziewać się moich łez w komentarzach. Kochanek zabijający swą kochankę to najczarniejsza ze wszystkich chyba wizji, jaką można napisać w fanfiku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co powiesz na kochankę zabijającą kochanka?xD Płakałaś na zmierzchu?xD Nie uwierzę!
      Dobrze, wezmę sobie Twoją opinię pod uwagę. :D

      Usuń
  5. Boże! Jak teraz Chase doprowadzi do szczęśliwego zakończenia? Bo przecież będzie szczęśliwe zakończenie, prawda? Trzymasz mnie w napięciu i nie mogę się doczekać jak to zakończysz, zaś z drugiej strony nie chce mi się wierzyć, że to już koniec ich historii (będzie mi musiał wystarczyć pan Imperator :D )

    W każdym razie weny i więcej chamiko-blogów!

    OdpowiedzUsuń

Translate